niedziela, 9 sierpnia 2026

Wycieczka pętlą „Wyrusz z nami w Gorce”

 Pętla turystyczna pod nazwą "Wyrusz z nami w Gorce" to nie jest nasz autorski pomysł ale Gminy Kamienica w województwie małopolskim. Jej celem było zwiększenie dostępności dla turystów na terenie tej właśnie gminy. Pętla zaczyna się i kończy we wsi Zasadne i docelowo wiedzie na szczyt Gorca 1228m npm, gdzie od roku 2015 stoi wzniesiona siłami sąsiedniej gminy- Ochotnica Dolna- wyniosła wieża widokowa. Włodarze gminy Kamienica chcąc się podłączyć pod tę wieżę wyznaczyli ze swego terenu najkrótszą trasę na Gorc (z Przełęczy Wierch Młynne), a przy okazji stworzyli pętlę, która znacznie uatrakcyjniła rejon Gorca. I w ten sposób Kamienica przejęła znaczną cześć ruchu turystycznego od Ochotnicy. Sprytne, co nie?


Pętla ta o długości około 8-9 km wpadła mi w oko, gdy Ela rzuciła hasło że możemy się w sobotę "...gdzieś wybrać". Rodzaj szlaku, czyli pętla którą można zrobić nie korzystając z roweru jako podwózki, odpowiednia dla możliwości Klary długość, atrakcja w postaci wieży w połowie trasy sprawiły że się zbyt długo nie zastanawiałem.


Zasadne to wąska wieś (domy mają progi w pasie drogowym lokalnej ulicy) do niedawna leżała na uboczu jakichkolwiek szlaków turystycznych. Była wsią cichą, spokojną i zapomnianą. Połączenie jej z sąsiednią Ochotnicą lokalną stromą i wąską drogą i zbudowanie parkingu przy początku pętli, oraz na przełęczy Wierch Młynne zdecydowanie zmieniły los mieszkańców. Śmiem wątpić że na lepsze.

przysiółek Gorcowiaki

Ale cóż, zostawmy te dygresje i przejdźmy do opisu trasy i naszego przejścia.

Parking znajduje się przy skrzyżowaniu z drogą na Ochotnicę, jest tam tablica z mapą i wiata, oraz dostępny potok gdzie w razie czego można umyć ręce i twarz po powrocie w trasy.

Jako kierunek obraliśmy ruch przeciwny do ruchu wskazówek zegara. Początkowo idzie się asfaltową drogą która wyprowadza do nielicznych przysiółków Zasadnego (Motawy, Gorcowiaki, Postrzelne i Palace). I trzeba mieć oczy otwarte, a my zajęliśmy się Klarą, która zamarudziła już na początku wędrówki i przegapiliśmy odbicie szlaku w górę i poszliśmy "za drogą". Ale nie warto było zawrać, bo i tak droga doprowadza nas do szlaku powyżej najwyżej położonego przysiółka Palace. w Palace znajduje się jedno gospodarstwo i nowowybudowany dom wyglądający jak loft na wynajem. Z polan rozciągają się ładne, choć ograniczone widoki.

Palace i loft, ale widok niezły

Szlak wiedzie dosyć mozolnie pod górę drogami leśnymi. Trzeba uważać na oznakowanie, które nie jest złe, ale liczne drogi leśne mogą wprowadzić jakiś zamęt w rozpoznaniu właściwej trasy. Po drodze mijamy kośne śródleśne polany, a na jednej z nich (o nazwie Polancyna) nową malutką bacówkę.


Dochodzimy na halę Gorc Kamieniecki i łączymy się w niebieskim szlakiem z Rzek. Na szczyt Gorca już niedaleko. Klara przez caly czas słuchała piosenek puszczanych przez Elę z telefonu, ale za to szła tak, że nie mogłem ich dogonić, gdy na chwilę się zatrzymalem żeby zrobić jakieś zdjęcie. Jednak tu już pojawili się turyści i piosenki należało wyłączyć, no co Klara- o dziwo- przystala bez jakichś scysji.

Hala Gorc Kamienicki

Widok na Turbacz i Kudloń znad falujących traw

Ten sami widok, ale z wieży widokowej. Pośrodku dolina Kamienicy

Czoło Gorca z Polaną Kamienicką i na lewo Jaworzynka


Na szczycie zaliczyliśmy szybą wieżę i siedliśmy na ławach w celu posilenia się przed dalszą droga. Za nami i przed nami była połowa trasy. Przyszły trzy młode dziewczyny z tarnowskiego, które spotkaliśmy na dola na parkingu (zaparkowały obok nas), a szły w przeciwną stronę. Były trochę zdziwione, że przyszliśmy przed nimi.

droga zejściowa


Chrystus na drzewie bez krzyża

Zejście było już w towarzystwie. Szlak schodzi na parking na przełęczy Wierch Młynne, skąd wiedzie najkrótsza droga na szczyt Gorca i stąd na trasie często spotyka się wędrowców. Trasą tą wchodzą całe rodziny z dziećmi i pieskami. Parking był zresztą pełny. Zejście także w większości biegnie lasem, są odcinki o stromszym nachyleniu. Zdarzją się analogiczne śródleśne, koszone polany. Na jednej z nich- Tokarce otwiera się widok na północ na Mogielicę.


Polana Tokarka



i widok na Mogielicę


Z przełęczy Wiech Młynne asfaltową drogą, dosyć ruchliwą schodzimy na niższy parking w Zasadnym, gdzie stoi nasz samochód. I samochód dziewczyn z tarnowskiego (sądząc po rejestracji), czyli w zejściu też byliśmy pierwsi. Klara na zejściu już nie marudziła i nie było konieczności zabawiania jej piosenkami, Szła bardzo sprawnie. I to byłoby na tyle.

Kapliczka Maryjna na przełęczy Wierch Młynne


poniedziałek, 27 lipca 2026

z Blechnarki przez Płaziny szlakiem granicznym do Wysowej


Wczoraj to znaczy w niedzielę 26 lipca wybraliśmy się na wycieczkę w Beskid Niski.


Jako cel wybraliśmy szlak graniczny biegnący czerwonym słowackim szlakiem granicznym. Nasza wędrówka biegła z końcowego parkingu w Blechnarce przez przełęcz Wysowską granicą aż na górę Jawor nad Wysową.
na przeł. Wysowskiej

Po drodze wspięliśmy się na piekielnie stromy szczyt o nazwie Płaziny 820 m npm. Było tak stromo iż rozwieszono tam nawet linę poręczową dla ułatwienia wejścia i zejścia turystom. Klara troszkę spanikowała i zaczęła ryczeć jak Jinx. Po opanowaniu emocji osiągnęliśmy szczyt, który niestety jest całkowicie zalesiony.

szczyt Płaziny

Następnie przeszliśmy ładną granią w kierunku północno-zachodnim. Wzdłuż grani od strony Polskiej widoczne były ślady okopów- prawdopodobnie pozostałość po I w.ś. Trudno mi sobie wyobrazić w jaki sposób wojskową saperką można było wykopać rów o głebokości chłopa w kamienisto-skalnym podłożu. Idąc cały czas granicą zeszliśmy na siodło Vyšný Tvarožec. Tam zrobiliśmy chwilkę przerwy siedząc na poddupnikach na trawie. Jak się okazało na polanie po słowackiej stronie była wiata. Nawet ją widziałem, ale sądziłem że to tzw utulnia, czyli taki schron bezobsługowy. Jak rozpoznałem później, jest to całkiem fajna wiata. Niestety mapa papierowa lokalizowała ją w innym miejscu, niż jest w rzeczywistości. Jak już doszliśmy w punkt, gdzie miała stać, zawracanie by zejść do utulni stało się nie opłacalne. W sumie szkoda, bo ze zdjęć ta wiata wygląda bardzo atrakcyjnie.

widok z przeł. Vyšný Tvarožec

szczyt Pohorela

Busov i Palenica

Miała być tam wiata. Niestety, mapa nie do końca odpowiadała rzeczywistości. Dalej spokojnie doszliśmy przez górę Jawor (święta góra grekokatolicyzmu) i wyszliśmy na piękną widokową polanę z rozległym widokiem na najwyższą górę polskiej części Beskidu Niskiego czyli na Lackową.

Lackowa i Priehyba

Stamtąd zeszliśmy do sanktuarium greckokatolickiego, gdzie obok starej kaplicy budowany jest nowy kościół. 


Doiero tam zaczęli się pojawiać jacyś ludzie, bo do tej pory spotkaliśmy tylko jednego turystę na szlaku.



Nadmieniam że ten szlak jest oznakowany czerwono i jest to szlak długodystansowy słowacki o nazwie Východokarpatská magistrála o dlugości 204 km.

Stamtąd zeszliśmy do Wysowej zakończylismy naszą wycieczkę w regionalnej karczmie na pierogach i kołdunach.



 film wkrótce

niedziela, 12 lipca 2026

Szczebel w Beskidzie Wyspowym- pieruńsko trudna góra.

 Na bieżący rok mam zaplanowane zawsze kilka wycieczek "na zaś". W tych planach plątała się trasa pt "Szczebel".  Zaplanowana trasa wyznaczona została po czarnym szlaku- tym najbardziej stromym w calym Beskidzie Wyspowym, który słynie ze stromych podejść.  No to jak jest zaplanowane, to trzeba iść

Logistycznie wyglądało to tak:. Dojeżdżamy do Lubnia do restauracji Beskidówka, tam zostawiam rower i jedziemy do Mszany Dolnej, gdzie na placu przed tamtejszym PSZOKiem (w miejscu skąd czarny szlak rozpoczyna wspinaczkę na Szczebel) zostawiamy samochód. Po udanym zejściu do Beskidówki, wsiadam na rower i po niespełna pół godzinie dojeżdżam i zabieram samochód do Beskidówki, gdzie oprócz Eli i Klary czeka na mnie zamówiony obiad. 

strome podejście

Ale po kolei. Trasa podejściowa zaczyna się niewinnie. Począkowo wędruje się uliczką pośród domostw i nagle skręca się w dziki szlak wiodący korytem lokalnego, okresowego cieku. Potem znowu wchodzimy na asfalt, który po pokonaniu mostem Raby zaczyna się wznosić i wchodzi w las jako droga leśna. I tu niestety szlak w penym momencie w nieoczywistym miejscu schodzi z tej drogi w nieoznaczony sposób (dokładnie 1,8 km od PSZOK). Ponieważ oznakowanie jest calkiem świerze, a na poboczy drogi leżą świerzo ścięte drzewa, pewnie razem z drzewami ścięte zostało oznakowanie kierunkowe i poszliśmy dalej za drogą, zwłaszcza, że wydawala się logiczną trasą. Niestety orientuję się o pomyłce dopiero po 650 metrach i to po dosyć stromym podejściu. Oj, dostaje mi się "po glowie" od Malżonki. Mamy więc dodatkowe 1,3 metrów w nogach i niemale opóźnienie.

Szlak po tym jak niespodziewanie odbija z leśnej drogi przekacza potok i stromo "staje dęba" Na odcinku 1,3 km pokonuje się  350 metrów różnicy poziomów, co daje średni spadek 21%.


Na szczycie Szczebla spotykamy kilka osób w różnych grupkach. Jedni nawet palą w wyznaczonym miejscu ognisko i coś tam pieką w ogniu. Na szczycie znajdują się oprócz standardowych szlakowskazów:
  • Stoły, ławy i miejsce na ognisko
  • Ołtarz polowy
  • tablica pamiątkowa poświęcona Andrzejowi Ratajowi: taternikowi, pasjonatowi biegów górskich i kolarstwa z Maszany Dolnej, który zginął w Tatrach w roku 2024 w wieku 60 lat.
  • Księdzu Józefo Stańko: był on kapłanem archidiecezji krakowskiej i pełnił funkcję wicerektora Wyższego Seminarium Duchownego w Krakowie, milośnik górskich wędrówek, który 3 grudnia 1968 roku zmarł nagle pod szczytem Szczebla (prawdopodobnie na zawał serca w wieku... zaledwie 54 lat).
  • startowisko dla paralotniarzy
  • ograniczony widok na pn i pn-wsch.


Lubogoszcz i Śnieżnica, na kolejncy planach po prawej: Ćwilien, Łopień i Sałasz

infrastruktura turystyczna na szczycie



Zejście ze Szczytu jest jeszcze gorsze niż podejście, bo tworzy je ścieżka z luźnymi kamieniami. Zchodziło się nam wyjątkowo długo i opornie. Łydki płoną, stopy bolą, kolana kwiczą.

startowisko z widokiem na Lubomira i Łysinę

mega strome i niewygodne zejście

Zimna Dziura

Po drodze przy szlaku poniżej Małego Szczebla znajduje się duża jaskinia Zimna Dziura. Do jej głównej sali można z łatowością wejść. I od razu można zrozumieć genezę jej nazwy. Wieje po prostu chłodem.

 Wycieczkę kończymy w restauracji Beskidówka w Lubniu.





Relive 'Na Szczebel'

niedziela, 5 lipca 2026

Rowerowa pętla po Magurskim Parku Narodowym

 Kilka tygodni temu na kanale YT znalazłem realację ze szlaku na szczyt Wysokiego w Beskidzie Niskim. Ja mam do tego beskidzkiego pasma stosunek szczególny, a mianowicie jest to moje ulubione pasmo górskie. Beskid Niski generalnie "za młodu" spenetrowalem dosyć dokładnie. Tam gdzie kiedyś chadzałem po za szlakiem, dziś są wytrasowane szlaki turystyczne. Tak jest w rejonie Krempnej. Nad nieistniejącą dziś wsią Żydowskie jest w sumie niepozorny szczyt Wysokie 657 m npm. Niepozorny, ale dosyć widokowy z postawioną na szczytowej polanie małą wieżą widokową. Szlak który przechodzi przez szczyt łączy Kręmpną z Ożenną i ze szlakiem granicznym niebieskim. Spodobała mi się relacja p. Krzysztofa z tego szczytu, więc postanowiłem go powtórzyć z małą modyfikacją. Podejscie z parkingu z Żydowskiego jest na tyle krótkie, że dojazd z Tarnowa zajął by ze 3 razy dłużej niż cała piesza wycieczka.

Skombinowałem więc wycieczkę łączoną: rowerowo-pieszą. I taka oto pętla mi wyszła

I do tej pętli dokładamy wejście na szczyt Wysokiego.

Ponieważ Klara wyrosła już w siodełka rowerowego, wypożyczyłem więc z Desznicy w wypożyczalni przyczepkę rowerową, oraz rower elektryczny. Nie pociągnę Klary po górkach swoim analogiem. Ela natomiast pozostała wierna klasycznemu napędowi. Niech nikogo jednak nie zmyli, że elektryk "sam jeździ". Nic z tego, samemu trzeba włożyć znacznie więcej niż się dostaje. Klasyczne: NIC ZA DARMO. Ale bez tego szans bym nie miał na realizację takiej pętli. 


Z Desznicy, skąd pożyczyliśmy rower i przyczepkę (łącznie za 170 zł/dzień) przez Świątkową Wielką, Nieznajową i Grab docieramy do Ożennej. Tam robimy krótki popas w wiacie przy ośrodku edukacyjnym i jedziemy w kierunku Ciechani. 

Łąki i pola nad Ożenną

Podjazd stromy. Dookoła otwierają się widoki na łąki. górujące nad nieistniejącą wsią. Mieszkańcy Ożennej w większości wyjechali dobrowolnie w 1945 roku do ZSRR, a pozostałych dwa lata później wysiedlono na Ziemie tzw Odzyskane. Obecnie mieszka tu kilka rodzin i chyba nadal funkcjonuje dawny PGR, bo widać że rozległe łąki są koszone u choduje się krowy.

podjazd z Ożennej

Na szczycie podjazdu przekraczamy granicę Magurskiego PN. Ale nie pierwszy raz dzisiaj. Park ma bardzo pokręcony kształt i już w Desznicy zaraz za wypożyczalnią po raz pierwszy wjechaliśmy na jego obszar. Wtedy dokonałem opłaty za wstęp na teren Parku: 25 zl za naszą trójkę. Potem w Świątkowej Wielkiej żeśmy z niego wyjechali. Takie wjeżdżanie i wyjeżdżanie zaliczyliśmy jeszcze dwa razy. Tym razem wjeżdżamy jednak w "serce" parku. Punkt widokowy na zboczach Pilipów Wierchu z widokiem na dolinę Ciechani. Nieistniejącej wsi, którą spotkał podobny los co sąsiednią Ożenną, oraz wieś Żydowskie, czy Hutę Polańską. Doliną Ciechani biegł szlak niebieski, jednak po utworzeniu Parku Narodowego zmieniono przebieg szlaku a dolinę zamieniono na nieoficjalny rezerwat i mocno ograniczono w niej jakikolwiek ruch turystyczny. Można ją zwiedać tylko w weekendy grupowo z przewodnikiem. Trzeba się zapisywać wcześniej, ilość osób ograniczona. A ja tam byłem co najmniej dwa razy, gdy jeszcze nie było Parku. Do tej pory mam ją w pamięci, jako najpiękniejszy fragment Beskidu Niskiego. Dziś spojrzeliśmy w głąb doliny ze specyjalnie przygotowanego punktu widokowego przy drodze asfaltowej (zamkniętej dla ruchu kołowego- tylko rowerzyści mogą). Jakoś inaczej ją zapamiętałem, mniej lesistą, ale to pewnie zależy o miejsca spojrzenia. Ogólnie piękne miejsce, polecam każdemu.

widok na dolinę Ciechani


Zjechaliśmy długim zjazdem do miejsca po cerkwi w Żydowskim. Tam zaparkowaliśmy nasze pojazdy i poszliśmy na Wysokie. Miało być 1,5 km w jedną stronę, a wyszło 2.2 km. Więc zrobil się nam prawie dwu godzinny dodatkowy spacer. Szlak zielony prowadzi skrajem lasu z widokiem na Żydowską górę.

Na szczycie piękny i daleki (widać nawet Tatry- przy dobrej widoczności) widok z nie wysokiej wieży widokowej.

podejście na Wysokie spod cerkwi w Żydowskiem

na Wysokim

widok z Wysokiego na Busov i Magurę Konieczniańską

Powrót do parkingu i jeszcze 12 kilometrów jazdy przez Krempną do wypożyczalni i kończymy naszą wycieczkę.

niedziela, 14 czerwca 2026

Wycieczka do schroniska na hali Łabowskiej

 Plany na tę sobotę były zgoła odmienne. Mieliśmy jechać w Beskid Niski z zamiarem wycieczki hybrydowej: rowerowo-pieszej. Pogoda jednak była na tyle niepewna, że póki co tę wycieczkę odłożyliśmy sobie na kiedy indziej. W zamian za to wybraliśmy się do Łomnicy Zdrój, aby stamtąd pójść na ruskie pierogi do schroniska PTTK na hali Łabowskiej.


Historia tegoż schroniska sięga roku 1953. W tym roku sądecki oddział PTTK rozpoczął budowę małego schroniska, które wchodziło wówczas w sieć małych schronów turystycznych budowanych w czynie społecznym i uzupełniało obok podobnych schronów na Jaworzynie i Przechybie ówczesną sieć schronisk.

Dużo więcej o historii hali i schroniska dowiecie się TUTAJ


Jako trasę wędrówki wybraliśmy wejście szlakiem niebieskim z parkingu przy końcowym przystanku autobusowym w Łomnicy (dalej droga w głąb doliny Łomniczanki jest zamknięta dla ruchu samochodowego), a powrót szlakiem żółtym przez Parchowatkę.

 

Szlak początkowo biegnie ładną drogą leśną mijając po drodze szkółki leśne. Wzdłuż drogi płynie wartkim nurtem górski potok raz po raz przewalając się po głazach. Dochodzimy do rozwidlenia dolin i przekraczamy w bród potok. Poniżej brodu znajduje się pierwsza atrakcja, czyli naturalny wodospad o dziwnej nazwie Pod 77. Bród pokonujemy z dużym problemem. Klara po raz pierwszy i niestety nie ostatni ogarnia jakiś nieuzasadniona bojaźń. Nazwa wzięła się stąd że od tego miejsca szlak niebieski wznosi się licznymi zakosami bardzo stromym zboczem na halę Groń i ponoć tych zakosów jest właśnie 77.

wodospad na Łomniczance o nazwie "Pod 77"

Ta stromizna to był dla Klary kolejny powód by nam podnieść ciśnienie. Dawniej bała się schodzić stromym szlakiem, stąd właśnie tak wybraliśmy kierunek wędrówki, żeby stromiznę pokonywała w górę. Tym razem pod górę też miała dużego stracha. A przecież zaliczała już takie stromizny, chociażby idąc na Wysoką czy Borową. Trzeba przyznać, że podejście faktycznie jest strome, kamieniste i bywa śliskie. Lepiej tamtędy wchodzić niż schodzić, szczególnie po deszczu.

najstromszy fragment szlaku

Zakosy jednak minęły i odtąd już bez traumy szliśmy dalej. Po osiągnięciu grani grzbietowej ścieżka wyłagodniała. Po chwili weszliśmy na pierwszą halę, halę Groń. Stoi tam szopa, ale nie wyglądała na dostępną. Widoki z hali ograniczone, ale hala malownicza choć nie wielka.


Hala Groń z szopą i Parchowatką w tle

Klara na tle Parchowatki

Kolejna hala to już znacznie wyższy poziom estetycznych doznań. Hala Skotarki to kilku piętrowa hala wciąż użytkowana z kilkoma szałasami- też niestety niedostępne. (chociaż nie sprawdzałem, ale na takie wyglądały z daleka). Stąd już mieliśmy widoki, chociaż widoczność była ograniczona.


na hali Skotarki


w głębi Lubovniańska Vrvhovina
 

Ze Skotarki było już niedaleko do Schroniska. Przejście z parkingu w Łomnicy do schroniska zajęło nam 2,5 g.i jakieś 560 metrów podejścia.

W schronisku czekała na nas znacznej długości kolejka do kuchennego okienka. Akurat zbiegły się jakieś dwie czy trzy grupki turystów (chociaz na naszej trasie było prawie pusto). Zamówiliśmy z Elą po żurku, a dla Klary tradycyjnie ruskie pierogi.


po lewej północne rubieże Beskidu Sądeckiego (Postawne i Jaworze), po prawej Beskid Niski

O godzinie 15 ruszyliśmy w drogę powrotną, ale.. zaczął padać przelotny deszczyk. Odczekawszy chwilę aż opad zelży ruszyliśmy, chociaż prognozy pokazywały że większy deszcz przyjdzie na jakieś pół godziny. I faktycznie. Akurat w momencie gdy na trasie mieliśmy koleją atrakcję, tzn jaskinię "Studnia grzybiarzy" na tyle się rozpadało, że Eli i Klarze nie chciało się podejść pod jaskinię 100 od szlaku. Jaskinia znajduje się w miejscu jakiego starodawnego olbrzymiego osuwiska. 

otwór wejściowy do jaskini

gdyby nie ścieżka, to odnalezienie wejścia byłoby trudne

Studnia Grzybiarzy (wg https://jaskiniepolski.pgi.gov.pl/) Poziomo usytuowany otwór wprowadza do studzienki, z której dna opada pochylnia, zaciskająca się po 4 m. Ku NW biegnie jeszcze krótki ciąg, kończący się salką z 3 m kominkiem. Studnia utworzyła się w piaskowcach magurskich. Światło sięga do dna studzienki wejściowej, cała studnia jest w strefie wpływów warunków meteorologicznych panujących na powierzchni terenu. W otworze występują mchy i porosty. Fauna nie była obserwowana.
odkryta w dniu 5 października 1993 r.


Przewidując nadchodzący opad ubraliśmy zawczasu w odzież ochronną. Chmura z deszczem, podającym w pewnym momencie nawet dosyć intensywnie przeszła jednak szybko i nad nami znowu zaświeciło słońce.

Deszcz

Tak minęliśmy kolejną polankę na Siodle Pod Parchowatką. 


Potem strome zejście zboczem tej góry na skraj łąk nad Łomnicą w przysiółku Króle.

 

Krzyż na rozstaju w przysiółku Króle

Po lewej Lubviańskie Vrchy, w centrum Eliaszówka i po prawej Wielki Rogacz

Tam opuściliśmy żółty szlak i drogą zamierzaliśmy zejść z pobliże naszego parkingu. Jednakże zejście zagrodziła nam tabliczka informująca o zakazie wstępu (droga prywatna) i ostrzegającą przez psami. Umocowany do słupka prowizoryczny drogowskaz wskazywał kierunek zejścia do Łomnicy lichą ścieżką pośród mokrych traw. I to był kolejny traumatyczny dla Klary odcinek. Ma jakieś sensoryczne uprzedzenie  przez „mizianiem” trawami i spadającymi kroplami wody. Musimy ten problemem zainteresować panią Małgosię, która z Klarą ma zajęcia psychologiczne.

 

Po osiągnięciu głównej drogi, dziewczyny zostały na przystanku a ja poszedłem jeszcze jakieś 700 metrów na parking po samochód. I tak się nasza wędrówka zakończyła. Trasa zajęła nam 5,35 g i 14 km, suma podejść 630 m.