niedziela, 14 czerwca 2026

Wycieczka do schroniska na hali Łabowskiej

 Plany na tę sobotę były zgoła odmienne. Mieliśmy jechać w Beskid Niski z zamiarem wycieczki hybrydowej: rowerowo-pieszej. Pogoda jednak była na tyle niepewna, że póki co tę wycieczkę odłożyliśmy sobie na kiedy indziej. W zamian za to wybraliśmy się do Łomnicy Zdrój, aby stamtąd pójść na ruskie pierogi do schroniska PTTK na hali Łabowskiej.


Historia tegoż schroniska sięga roku 1953. W tym roku sądecki oddział PTTK rozpoczął budowę małego schroniska, które wchodziło wówczas w sieć małych schronów turystycznych budowanych w czynie społecznym i uzupełniało obok podobnych schronów na Jaworzynie i Przechybie ówczesną sieć schronisk.

Dużo więcej o historii hali i schroniska dowiecie się TUTAJ


Jako trasę wędrówki wybraliśmy wejście szlakiem niebieskim z parkingu przy końcowym przystanku autobusowym w Łomnicy (dalej droga w głąb doliny Łomniczanki jest zamknięta dla ruchu samochodowego), a powrót szlakiem żółtym przez Parchowatkę.

 

Szlak początkowo biegnie ładną drogą leśną mijając po drodze szkółki leśne. Wzdłuż drogi płynie wartkim nurtem górski potok raz po raz przewalając się po głazach. Dochodzimy do rozwidlenia dolin i przekraczamy w bród potok. Poniżej brodu znajduje się pierwsza atrakcja, czyli naturalny wodospad o dziwnej nazwie Pod 77. Bród pokonujemy z dużym problemem. Klara po raz pierwszy i niestety nie ostatni ogarnia jakiś nieuzasadniona bojaźń. Nazwa wzięła się stąd że od tego miejsca szlak niebieski wznosi się licznymi zakosami bardzo stromym zboczem na halę Groń i ponoć tych zakosów jest właśnie 77.

Ta stromizna to był dla Klary kolejny powód by nam podnieść ciśnienie. Dawniej bała się schodzić stromym szlakiem, stąd właśnie tak wybraliśmy kierunek wędrówki, żeby stromiznę pokonywała w górę. Tym razem pod górę też miała dużego stracha. A przecież zaliczała już takie stromizny, chociażby idąc na Wysoką czy Borową. Trzeba przyznać, że podejście faktycznie jest strome, kamieniste i bywa śliskie. Lepiej tamtędy wchodzić niż schodzić, szczególnie po deszczu.

najstromszy fragment szlaku

Zakosy jednak minęły i odtąd już bez traumy szliśmy dalej. Po osiągnięciu grani grzbietowej ścieżka wyłagodniała. Po chwili weszliśmy na pierwszą halę, halę Groń. Stoi tam szopa, ale nie wyglądała na dostępną. Widoki z hali ograniczone, ale hala malownicza choć nie wielka.


Hala Groń z szopą i Parchowatką w tle

Klara na tle Parchowatki
Kolejna hala to już znacznie wyższy poziom estetycznych doznań. Hala Skotarki to kilku piętrowa hala wciąż użytkowana z kilkoma szałasami- też niestety niedostępne. (chociaż nie sprawdzałem, ale na takie wyglądały z daleka). Stąd już mieliśmy widoki, chociaż widoczność była ograniczona.


na hali Skotarki


w głębi Lubovniańska Vrvhovina
 

Ze Skotarki było już niedaleko do Schroniska. Przejście z parkingu w Łomnicy do schroniska zajęło nam 2,5 g.i jakieś 560 metrów podejścia.

W schronisku czekała na nas znacznej długości kolejka do kuchennego okienka. Akurat zbiegły się jakieś dwie czy trzy grupki turystów (chociaz na naszej trasie było prawie pusto). Zamówiliśmy z Elą po żurku, a dla Klary tradycyjnie ruskie pierogi.


po lewej północne rubieże Beskidu Sądeckiego (Postawne i Jaworze), po prawej Beskid Niski

O godzinie 15 ruszyliśmy w drogę powrotną, ale.. zaczął padać przelotny deszczyk. Odczekawszy chwilę aż opad zelży ruszyliśmy, chociaż prognozy pokazywały że większy deszcz przyjdzie na jakieś pół godziny. I faktycznie. Akurat w momencie gdy na trasie mieliśmy koleją atrakcję, tzn jaskinię "Studnia grzybiarzy" na tyle się rozpadało, że Eli i Klarze nie chciało się podejść pod jaskinię 100 od szlaku. Jaskinia znajduje się w miejscu jakiego starodawnego olbrzymiego osuwiska. 

otwór wejściowy do jaskini

gdyby nie ścieżka, to odnalezienie wejścia byłoby trudne

Studnia Grzybiarzy (wg https://jaskiniepolski.pgi.gov.pl/) Poziomo usytuowany otwór wprowadza do studzienki, z której dna opada pochylnia, zaciskająca się po 4 m. Ku NW biegnie jeszcze krótki ciąg, kończący się salką z 3 m kominkiem. Studnia utworzyła się w piaskowcach magurskich. Światło sięga do dna studzienki wejściowej, cała studnia jest w strefie wpływów warunków meteorologicznych panujących na powierzchni terenu. W otworze występują mchy i porosty. Fauna nie była obserwowana.
odkryta w dniu 5 października 1993 r.


Przewidując nadchodzący opad ubraliśmy zawczasu w odzież ochronną. Chmura z deszczem, podającym w pewnym momencie nawet dosyć intensywnie przeszła jednak szybko i nad nami znowu zaświeciło słońce.

Deszcz

Tak minęliśmy kolejną polankę na Siodle Pod Parchowatką. 


Potem strome zejście zboczem tej góry na skraj łąk nad Łomnicą w przysiółku Króle.

 

Krzyż na rozstaju w przysiółku Króle

Po lewej Lubviańskie Vrchy, w centrum Eliaszówka i po prawej Wielki Rogacz

Tam opuściliśmy żółty szlak i drogą zamierzaliśmy zejść z pobliże naszego parkingu. Jednakże zejście zagrodziła nam tabliczka informująca o zakazie wstępu (droga prywatna) i ostrzegającą przez psami. Umocowany do słupka prowizoryczny drogowskaz wskazywał kierunek zejścia do Łomnicy lichą ścieżką pośród mokrych traw. I to był kolejny traumatyczny dla Klary odcinek. Ma jakieś sensoryczne uprzedzenie  przez „mizianiem” trawami i spadającymi kroplami wody. Musimy ten problemem zainteresować panią Małgosię, która z Klarą ma zajęcia psychologiczne.

 

Po osiągnięciu głównej drogi, dziewczyny zostały na przystanku a ja poszedłem jeszcze jakieś 700 metrów na parking po samochód. I tak się nasza wędrówka zakończyła. Trasa zajęła nam 5,35 g i 14 km, suma podejść 630 m.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz